sobota, 20 marca 2010

Wycieczki...

Bo z rodzicami to już tak jest... Pakują torby, mówią że lecimy do Gdańśka, że będziemy lecieć samolotem, że będziemy odwiedzać Neptuna... Tyle zamieszania, tyle pakowania... Lot był fajny, no był, tylko taki krótki, chociaż mama mówiła że spałam! Ja przecież pamiętam wszystko! Ja nie spałam tylko już sobie wyobrażałam tego Gdańśka! Jaki on jest. Na lotnisku czekał na nas pan. Czy to on? Ten Gdańśk? Spać mi się chciało ale tu tyle rzeczy. Jakiś nowy pokój, fotele dwa, łóżko... Trzeba było sprawdzić czy to łóżko to wygodne jest... Było. Obudziłam się. Rodzice jeszcze spali, ale to nic. Znalazłam na stole chrupki ryżowe! Byłam głodna, więc zwiedzałam pokój zajadając. Rodzice dalej spali. Nagle słyszę jak mama mówi że jest 6 rano... No a co to znaczy? Księżyca nie ma, słoneczko świeci więc już nie pora na spanie. Chce mi się pić, o czym nie waham się poinformować mamy... Z jakimś takim trudem wstaje. Jakoś tak powoli. Opowiadam jej wszystko ale jakby mnie nie słucha. Daje mi pić i kładzie się. No ale po co? Przecież nie ma księżyca. Tata też do mnie wstaje na chwile. Ale też jakoś tak słabo, nie pogada, nie pogania. Tylko pyta czemu tyle okruchów jest na podłodze. Co za głupie pytanie- przecież to wafle! Nie okruchy. Nie mam kredek a flamastra co mi kupili na lotnisku mi nie chcą dać. Przecież jak mam kolorować Świnkę Peppę? Nudzę się. Ale w torbie tyle fajnych rzeczy, już zaczynam je wyciągać... Tata był szybszy. Nie zdążyłam wyciągnąć nawet połowy skarbów. Ale przynajmniej coś się zaczęło dziać. Wstała w końcu mama a tata... Położył się. Ja nic nie rozumiem. Jak można spać kiedy słoneczko świeci? Zjedliśmy takie smaczne rzeczy z walizki i ubraliśmy się bardzo ciepło. Ale na dworze było tak zimno. Od razu chciałam wejść do wózka, ale rodzice powiedzieli że mam chodzić. Jak tu chodzić jeśli tak strasznie zimno w nos? W końcu udało mi się wszystkich przekonać że bez wózka nie dam rady zrobić nic. Och, tam było zimno ale i tak cieplej niż na nóżkach. Miałam kocyk, budkę i jeszcze taką fajną namiot. Mama cały czas powtarzała- jeny jak zimno. Tata- nie marudź. Chociaż sam marzł... Pojechaliśmy zobaczyć tego Neptuna. I wiecie co? Jechałam twamwajem!! Taki fajny ten twamwaj! On jeździ na torach! Jak pociąg! A jak się naciśnie guziczek to otwierają się drzwi.
W końcu dotarliśmy do tego Neptuna. Wielkie rzeczy. Taki pan z wielkim widelcem w ręku. Nie interesował mnie on wcale. Najbardziej podobały mi się gołębie. Nawet wyszłam z wózka, bo co to za przyjemność ganiać ptaszki w wózku? Jak im smakowały wafle! A czasami tak wzlatywały w górę z hałasem. Aż piszczałam z przejęcia. Byliśmy też w barze mlecznym. Tak mi się tam podobało. I były fajne schody, a na górze gdzie była toaleta było najfajniej. Co chwilę mówiłam że chcę siusiu, żeby tylko móc tam pójść. Nie wiem dlaczego mama była zła.
Już nie byłam głodna a rodzice powiedzieli że im zimno i że jedziemy do Sopotu. Na dworcu miła pani nam sprzedała bilety i w takim dużym kasowniku te bilety kasowaliśmy. W pociągu było fajnie i ciepło. Mama dała mi żelki! Tata wafla ryżowego. Fajnie jest jeździć z rodzicami.
Dotarliśmy do tego Sopotu, i też było fajnie, chociaż mama powiedziała mi, że spałam bardzo długo i że nie dali mi gofra bo nie mogli mnie obudzić. Chyba mnie kłamali, bo nie pamiętam żeby mnie budzili. Z Sopotu pamiętam tylko kolejkę i taki krzywy dom, taki kolorowy. Taki inny niż wszystkie. Jak na obrazku. Może go później namaluję, chociaż wolę rysować misia.


Za zimno było. Oj za zimno. Rodzice szybko postanowili żeby zakończyć wycieczkę. Wróciliśmy do tego pokoju z fotelami. Chyba szybko zasnęłam, bo nie pamiętam wiele. Rano za to była wielka wyprawa, bo te wszystkie walizki trzeba było zabrać do TRAMWAJA. A potem z tramwaja poszliśmy na dworzec. Zimno było, ale jak przyjechał pociąg to już było ciepło. Pan nam otworzył taki mały pokoik w pociągu, mama mówi że to przedział. W pociągu było fajnie! Żelki, kredki, kolorowanki, NAKLEJKI!!!!!!

Dziadek po nas przyjechał na dworzec i zabrał mnie do kotków, babci i wujka. Jak ja lubię wycieczki!
To nie koniec moich atrakcji, bo tu się dzieje bardzo dużo. Teraz jednak nie opiszę już nic, bo przecież zabawkom się nudzi. Może mama opowie później. Ja nie mam czasu!