wtorek, 16 grudnia 2014

Fenomen Disneya

Wczoraj, nie mogąc spać tchnęła mnie pewna myśl. Oczywiście, zawsze kiedy myślimy o czymś przed spaniem wydaje to się nam być pomysłem genialnym po czym natychmiast zasypiamy a rano nie pamiętamy nic a nic z tych super myśli. Gdyby tylko odrobina lenistwa wdarła się we mnie- to i tym razem ta myśl nie ujrzałaby światła dziennego. Ja tymczasem, w ochronie natrętnych myśli zapisałam szkielet tego co mi przyszło do łba :).

Fenomen Disneya.
Od kiedy pamiętam- byłam zauroczona wszelkimi animacjami z wytworni Walta Disneya. Rzadko można było zobaczyć w telewizji filmy pełnometrażowe ale szczęśliwie załapałam się na kilka. W pierwszych moich kontaktach jednak natykałam się na Myszkę Miki, Kaczora Donalda, Goofiego. Do dziś dzień wspominam odcinek jak Mickey, Goofy i Donald jechali wozem po krętych górskich drogach i jedli śniadanie. A pochłaniana kukurydza przy dźwiękach muzyki, równiutko, jak na maszynie do pisania wyglądała tak fantastycznie, że wszystko co chciałam robić to nauczyć się tak jeść.W czasach gdzie telewizja nie była tak powszechna jak teraz, komputery i internet występował jako rarytas- produkcje Disneya były czymś naprawdę imponującym.
Zauważyłam jednak, że z upływem lat bajki te nie straciły wiele na wartości, wręcz przeciwnie. Gdy media traktują nas sieczką, zastraszają, mamią, okłamują-  świat Disneya trwa. Rozwija się dostosowując do czasów i oczarowuje kolejne pokolenia.
Włączając np Cartoon Network i widząc bajki, których z pewnością nie chciałabym pokazać naszemu Tornadzie łapie się za głowę, po czym przełączam na Disney Junior i.... Sama oglądam z ciekawością. Bajki są ładne, łagodne, pokazujące podstawowe wartości. Czego chcieć więcej? No właśnie. Jest i ciemna strona medalu.
Za całą tą otoczką baśni, księżniczek, stworków kryje się bezwzględny światek komercji. Za każdą bajką, postacią, kreacją podąża potężny marketing, wielka zarzucona na przeciętnego zjadacza sieć.
Bo nie wystarczy przecież kupić DVD z bajką. Bajka owszem, będzie oglądana raz po raz. Do bajki często trzeba będzie kupić różne akcesoria, które pomogą dziecku wejść głębiej w ten świat. Utożsamić się z postacią z bajki, tworzyć własne historie, kreacje, pozwolić poczuć się kimś innym, perfekcyjnym, dzielnym, pięknym, zabawnym...

Ale czy na pewno trzeba? Nie trzeba. Można, owszem, ale patrząc głębiej, nie dałoby się zrobić tego samego bez nakładów finansowych, bez zawalania tych i tak już nie największych pokoi? Czy nie można stworzyć zamku z pudełka po płatkach, peleryny z zasłony a warkocza z włóczki? Można, wszystko można, jednakże pochłania to więcej czasu, energii i wymaga kreatywności.
Już kiedyś wspomniałam, że czasy mnie nie rozpieszczają, pogoń za szczęściem, które ciężko dogonić rzuca mnie do walki z systemem, samą sobą, każe wybierać pomiędzy i tak nie do końca dobrymi opcjami. I czas skraca się, ciało i umysł się męczą, kreatywność spada, chęci się kończą a zmęczenie odbiera chęci do działania.
Z czułością wspominam jak pracowałam 5 godzin nad kostiumem żyrafy. Marzenie Tornada zostało zrealizowane mimo braku czasu, zdrowia i energii. Motorem napędowym była miłość i chęć wywołania uśmiechu na tej promiennej, szczerbatej buzi. Byłam z siebie niezmiernie dumna i mimo wszystkich następstw zdrowotnych uważam, że było warte. Tzw siła wyższa. Oto efekty:



























Ale do sedna.
Jak wspomniałam wyżej- nie trzeba kupować tych wszystkich rzeczy, książek, ubrań. Ale wytłumacz to dziecku, które chce, widzi że inni mają i robi te swoje kocie oczy... Czasami człowiek musi, inaczej się udusi.
W tym roku Maya zażyczyła sobie pod choinkę wszystko z Frozen... Nie lalkę, film, książkę, Ona chce wszystko! Serce matki zbyt miękkie, żeby zignorować tę jakże wielką prośbę, wyrwało się do działania żeby niemalże od razu ponieść porażkę... A czemu? A może dlatego, że już 4 tygodnie przed świętami niemal wszelkie atrakcje Frozen zostały wykupione. I tu właśnie koło się zapętla. Jak wielkie zapotrzebowanie, jak wielki szał ogarnia ludzi, żeby kupić te zabawki swoim dzieciom.
Suma summarum poprzestałam na pościeli i naklejkach na ścianę a inni niech się trudzą i szukają. W tym roku stawiam na Święta przez duże Ś. Rodzina, tradycyjne potrawy i ciepło. Bez pogoni za Księżniczkami Disneya. Wolę żeby Maya pobawiła się klockami i poczytała trochę niż bawiła się w księżniczkę.
Naszą małą księżniczką i tak już jest i nic tego nie zmieni.

czwartek, 11 grudnia 2014

Kiedy człowiek się pogubi



Kiedy tak zapierdzielam na wrotkach (czytaj nogi) i ledwo wyrabiam na zakrętach, nachodzi mnie pewna myśl... Po co kufa, po co?
Czy jak akurat nie kupie mandarynek to pogoda na Podhalu się zmieni? Albo kiedy zamiast obiadu na 2 dni ugotuje na jeden- czy indeks giełdowy spadnie o kilka %? Nie, nie i jeszcze raz nie, a jeśli nawet to nie z tak głupiego powodu.

Dopadło mnie wstrętne choróbsko, walczyłam, popijałam mikstury, wdychałam wodę z solą- i tak skończyło się zwolnieniem lekarskim i fantastycznymi ( ależ ja dzisiaj sarkastyczna) steroidami. Człowiek ledwo oddycha, kusi sąsiadów (czytaj denerwuje) żeby dzwonili na policję o zakłócanie spokoju (a tam zaraz głośny kaszel...) i myśli sobie: Stop! Stop, stop, stop!! I jeszcze stop. 
Priorytety...
Czy priorytetem jest praca?- jest ważna, ale nie.
Pieniądze?- owszem, ważne, z każdym dniem coraz bardziej.
Dobra materialne (swoją drogą ledwo mieszczące się w chałupie)- nie.
Co zatem jest ważne?
Zdrowie- ooo tak, bardzo, bo jak nie ma zdrowia, nie ma nic. I co, że kolejne zwolnienie z pracy- jak tego nie wygrzeję to będę chora jeszcze dłużej.
Rodzina- tak! Nawet jeśli nie widzi się chłopa przez większość dnia to wiadomo, że jest. Dziecko, nawet jeśli nie do końca grzeczne, to wiesz, że przepełnia Cię bezgraniczna miłość do tej istoty i przymykasz oko albo wybaczasz przy pierwszym "niewinnym" uśmiechu.
Czas- tak! Tak, tak, tak. Tylko skąd czasami go brać? Skąd wynaleźć czas na rzeczy ważne, kiedy większość tego czasu poświęca się rzeczom tak mało ważnym a z drugiej strony tak bardzo ważnym- że na rzeczy naprawdę ważne- tego czasu już nie wystarcza.
Uświadomiłam sobie to dopiero dzisiaj. I to chyba właśnie tylko dlatego, że jestem chora. Nagle znalazł się czas na rzeczy, których nie miałam kiedy zrobić już od dawna. Nie wspomnę o nadrobieniu lektury.
Zmierzam tylko do jednej rzeczy- gdzie i jak, w tym dzisiejszym świecie zdążyliśmy się tak pogubić? Gdzie jest nasze życie- które powinniśmy żyć- a nie egzystować? Gdzie jest ten czas, który można poświęcić rzeczom ważnym, takim jak pielęgnowanie wartości rodzinnych, rozwój duchowy ( bo z umysłowym to różnie bywa hahaha).
Zagubiłam się w tym wszystkim i mówię dzisiaj dość. Dość pogoni za pieniądzem, za wypruwaniem się w pracy- zwłaszcza, że nie przynosi to dodatkowych korzyści. Dość lizania lizaka przez szybkę, lizaka o smaku życia. Czas się obudzić z tego XXI-go wiekowego chaosu i wrócić, chociażby spokojem do wieku XX-go, kiedy to, nie oszukujmy się- żyło się lepiej. Lepiej, ponieważ postęp techniczny nie był tak wielki, media nie atakowały nas samymi tragediami na śniadanie, obiad i kolację. Lepiej- ponieważ nie było tych wszystkich smartfonów, laptopów, chatów. Ludzie spotykali się twarzą w twarz, rozmawiali, śmiali się głośno, nawiązywali nowe przyjaźnie. Nie było tak ciężko otrzymać od kogoś pomoc.
Ja wiem że dzisiaj wyjątkowo narzekam. Dzisiaj wyjątkowo jestem zła na cały  świat. Ale dziękuję za to. Dzisiaj uświadomiłam sobie jak nie chcę żyć- tylko jak żyć chcę!!!
I na przekór wszystkiemu- tak właśnie będzie- będę żyć, a nie egzystować popierdzielając od jednego zakrętu do drugiego. Pośpiech? Tak, ale tylko przy łapaniu pcheł.
Każdy powinien zwolnić, otworzyć  oczy i zacząć chwytać życie garściami. Uśmiechajmy się, przestańmy oceniać innych, oni też się zagubili.
Fakt, życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową- ale za to jaka fajna choroba! Mogę chorować i 120 lat :)