poniedziałek, 1 lutego 2016

Wrażliwości stało się zadość

Huragan harpagan. Siedzę sobie w swojej kanciapie, zwanej oranżerią a po angielsku dumnie „conservatory” i jedyne co słyszę to dudnienie. I to nie tylko deszcz dudni o dach ale i wiatr dudni pod dachem i koło dachu, i wali w płot… Ciężko zebrać myśli.. Wyczytałam dzisiaj na jakiejś mądrej stronie że huragan już przeszedł i teraz mamy tajfun. No to mamy komplet. Huragan i tajfun na zewnątrz a Tornado w domu. 
Dzisiaj Tornado powiedziało: - 
Maaaamo, dzisiaj w szkole się prawie popłakałam!!! 
Serce matki już się rwie żeby dziecko ratować i wysłuchać jaka to się krzywda stała a tu zaskoczenie takie, że mało mi nóż co nim ziemniaki obierałam z ręki nie wypadł. 
-Bo takie piękne były słowa piosenki i piosenka taka piękna, że aż mi się chciało płakać!
Oczywiście zapytałam co to za piosenka ale zostałam zbombardowana pytaniem:
-A wiesz kto to Elvis Presley? 
Opadła mi szczęka ale szybko ją pozbierałam z podłogi i zaintonowałam krótki popis Króla „Love me tender”, oczywiście naśladując Elvisową manierę 
-Maaaamo, Ty masz prawie taki sam głos jak Elvis! - Na co tata odzywa się zza futryny: 
-A ja? 
I zaraz potem nastąpił krótki popis udawania Elvisa przez tatusia. Dziecię moje zasłoniło usta, błysnęło okiem i skwitowało to mega chichotem i ogólną wesołością. Miał i Tata swoje 5 minut.
Ogólna dyskusja, po wydaniu obiadu i wyjściu taty do pracy zakończyła się przeglądaniem Youtube i utworów Pana ze skaczącą nogą. A potem nadeszło pytanie: 
-A znałaś go? A on jeszcze żyje? O, o ooo! A to on? A dlaczego on ma sztuczną twarz? (sztuczną? Kiepska jakość nagrania)
Po wysłuchaniu około 10 utworów podświetlił się Jaś Fasola i Tornado znalazło nowego króla, Fasolę, szczęśliwie nie na ziarnku grochu.

Cieszę się że moje osobiste dziecko ma tę wrażliwość i potrafi docenić piękno muzyki. Jeszcze bardziej cieszy mnie że potrafi dostrzec piękno tekstu. Ile lat słuchałam Króla Elvisa a nie rozumiałam co śpiewał. A moja 8 i pół letnia córa ma od razu 2 w jednym- i muzykę i słowa, z pełnym zrozumieniem! Mam nadzieję że zostanie jej ta wrażliwość i z upływem lat będzie potrafiła docenić jeszcze więcej.


Ps. Udało mi się zamienić klawisze i nie muszę ćwiczyć nowych połączeń w mózgu żeby nauczyć się nowego układu. Niech żyje wujek Google!

Powroty plus głupoty

Od dzisiaj postanowiłam pisać regularnie. Niestety, żeby pisać, muszę się nauczyć nowej klawiatury a to nie będzie najłatwiejsze. Szczęśliwie trudne też nie jest. Żeby wpisać polskie znaki trzeba naciskać nowy przycisk który znajduje się bardziej z boku i mózg nie chce tego zapamiętać. Trochę to potrwa ale dla chcącego nic trudnego. 
Co ma powiedzieć człowiek, który nie pisał całe wieki i ma w głowie pomysłów sto lub sto dwa? Tak by ten człowiek pisał i pisał bez ładu i składu, myśli przelewał na ‘papier’. Ale nie będę tego robić.
Postaram się uczesać myśli tak, aby czytelnik nie pogubił się w treści a przy odrobinie szczęścia nawet czytał z przyjemnością i zainteresowaniem. 
W sumie to nie wiem czy będzie to ktoś czytał czy może moje wypociny zaginą w przepastności internetu. Nie jestem Chuck Norris, nie przejrzałam całego internetu, dwa razy. Ba! Nikt nie jest, Chuck jest tylko jeden. Blogów są miliony, witryn jeszcze więcej i powiem szczerze że sama rzadko przeglądam to co inni piszą. Gdyby jednak ktoś się natknął na moją stronę- witam i zachęcam do lektury.
Miał być to blog tematyczny, mówiący o Tornadzie i trochę taki będzie. Zważywszy jednak na upływający czas, kiedy to Tornado ma lat 8 z hakiem, zostawię jej wolną rękę. Jeśli pozwoli o sobie napisać, zrobię to. 
Ponieważ kobieta zmienną jest zadecydowałam by nieco zmienić tematykę tego oto bloga. A mianowicie będzie o wszystkim i o niczym. Wiem, to nudne, niemetodyczne, chaotyczne. Już moja w tym głowa żeby się to dało i chciało czytać. Czasami skrobnę o jedzeniu, innym razem o księżycu żeby jeszcze innego dnia n.p. napisać wierszyk o Ryśku. Czemu o Ryśku? A dlaczego nie.

Rysiek Chłopina ma rower zielony,
Przyjechał nim właśnie pod pracę do żony,
Rower łańcuchem przypiął pod bramą,
Odchodząc uderzył się w lewe kolano.
Ratując kończynę od bólu czeluści
Z ust nagle siarczyste przekleństwo wypuścił,
Szef żony słysząc słowa bluźniercze,
W ataku paniki się złapał za serce,
Wołają lekarza, lekarz już w drodze,
Dyrektor jednakże już na podłodze,
Lekarz przyjechał, za głowę się złapał,
Tak szefa ratował że aż się zasapał,
Szef purpurowy, ledwo oddycha,
Raz kaszlnie raz sapnie a nawet kicha.
Doktora nie słucha, na Ryśka krzyczy, 
Aż pies w stróżówce się zerwał ze smyczy, 
Kagańca nie miał więc z całym impetem
Wgryza się w szefa jakby ten był kotletem,
Krew się już leje, pies jak w amoku 
Warczy i szarpie gdy nagle ktoś z boku
Jak wodą nie chluśnie, zimną, brudnawą
Aż kundel odskoczył, w szoku i żwawo.
Szef pogryziony za nogę się trzyma,
Marnie wygląda ta jego kończyna,
Doktor od nowa zaczyna swą pracę,
Myśląc- dam więcej w niedziele na tacę.
Doktor pobożnym był człekiem wielce,
Smutki powierzał jedynie butelce,
Nawet tym razem nim zaczął pracę,
Wychylił butelkę co ją miał na pace.
Te oto procenty zrobiły swoje
I lekarz zakończył z kończyną boje
Zostawił ją w stanie ciut gorszym niż zły
Bandaże założył gdy powinien szwy.
Szef pół omdlały po głowie się drapie,
Oj niech ja tylko tego Ryśka złapie,
Halinka niech nowej pracy już szuka,
A w dzisiejszych czasach to nie lada sztuka.
Tak oto Halinka została bez pracy,
Nie wiedząc że mąż ją tym losem uraczył.
Pech chciał że dnia tego Rysiek po sztuce,
Zatrzasnął w swej garderobie od domu klucze.
By zaoszczędzić sobie kłopotów
Rysiek poświęcić się nawet był gotów
By pół miasta przejechać skrótami
I wrócić do domu z żony kluczami.
Opatrzność go jednak nie oszczędziła
I żonę przez przekleństwo pracy pozbawiła.
A morał historii jest tutaj prosty
Miej zapas kluczy i będziesz radosny.

Coś tak bez sensu to tylko ja mogłam napisać, niestety niewiele mogę poradzić na to, że lubię pisać takie głupotki i mnie to rozluźnia. 
Na głupotę lekarstwa nie ma a na głupotki zawsze się jakieś znajdzie. N.p. przestać je pisać :) Przykro mi niezmiernie, nie zamierzam rezygnować z ich pisania. Nazwijcie to uzależnieniem albo jak tam chcecie. Głupotki były i będą moją odskocznią od codzienności a czasem jej odbiciem. 



Ktoś powiedział mi dzisiaj że często piszę o Ryśku… A co to, Rysiek zły? Wszystkie Ryśki to porządne chłopy ;)