poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Pobudki, to coś, co tygryski lubią najbardziej, czyli jak Maya radzi sobie z budzeniem nas...


Ostatnio Maya wynalazła sporo sposobów, aby mnie obudzić a potem wywlec (tak się rano czuję) z łóżka. Ostatni z opisanych sposobów za każdym razem wywołuje wielki uśmiech na naszych twarzach.
Sposób1. Najmniej delikatny.
Gdy nie reaguję na wołania- mama śtawaaaaj, śtawaaaj mamaaaa- 10 i pół kilo mojego Maleństwa ląduje na mojej głowie...  Nie żeby skrzywdzić, tylko żeby zajrzeć, czy mam otwarte oczy... Bo jak mam to przecież:
-śpałaś się? Mama?- wiadomo że się nie wyspałam, ale wstać trzeba...
Sposób 2. Na wierszyk, czytanie albo piosenkę.
Gdy nie działają zagabywania typu- Buś się, śtawaj, adziemi?? Pokoju? Tajfun zaczyna znajdować sobie zajęcia i tak, co następuje, w kolejnościach przypadkowych, łącznie lub osobno:
- Książka w ręku i czytanie - Temu, temu, temuuuu, dano dano danooo, Maya była, siama, siama, siama!!!!!!
  Konieć Śłonko!- Ze śmiechu nie mogę wytrzymać, więc się śmieję, oczywiście- koniec spania...
- Skakanie po łóżku z pieśnią na ustach...- Jadooo jadoooo misieee, hej hej, hej hej hej hej... W trosce o spokojny sen tatusia zabieram dziecię szybko z sypialni...
- Wierszyk: Śtoi tiiiwaaa, ciu ciuuu, patataj, ichaaaa!!! Cokolwiek to znaczy- oczywiście nie wytrzymuję ze śmiechu, wstaję, uśmiechnięta- bo jakżeby inaczej, mimo iż moje ciało wyje: spaaaćććć!!!!
Sposób 3. Na nocnik
Działa oczywiście najszybciej i najbrutalniej. Po prostu słysząc:
- Mama, siusiu, adziemy??? Zrywam się z łóżka i lecę. Z potrzebami fizjologicznymi się nie wygra... Nie ma rady.
Sposób 4. Na śmiech.
Mimo, iż niektóre z powyższych sposobów budziły mnie śmiechem- ten szczególnie zapadł mi w pamięć i do dziś wspominam to, śmiejąc się całą sobą.
Taktycznie, udając że śpię i nie reagując na Mayi słowa pobudki odwracam się na plecy i wkładam rękę za głowę. Na chwilę cisza... Czyżby się dało jeszcze poudawać? A tu nagleee:
-Mamaaaaaaaa!!!!!!!- drze się na cały głos Tajfun,
-Dziulkaaaaaaaaaaa!!!! - Już chce mi się śmiać, bo oczywiście nie wiem o co chodzi i słowo  wywołuje u mnie wewnętrzny chichot, jednakże ciągle udaję że śpię... Nagle, czuję, że Maya dobiera mi się do pachy... Gilga i woła
- Ooooo, dziulke maaaaśśśś!!! Mamaaaaa- to już koniec udawania, parskam śmiechem otwierając oczy i patrzę, faktycznie, dziurkę mam- Made in China- oczywiście... Maya szczęśliwa, iż dokonała tak ważnego odkrycia a także z sukcesem obudziła mamusię.
Jeśli nasze pomysłowe dziewczę wynajdzie jeszcze jakieś nowe zwariowane sposoby- z pewnością je opiszę...
:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz