Tak oto mogę wreszcie oświadczyć, że ta oto mała istota, Tornadem zwana, ta kruszyna, która ciągle jeszcze nie przekroczyła metra- CHODZI DO SZKOŁY!
Pierwszy dzień w szkole przegapiłam, ale wspaniałomyślny Tatuś zrobił fotoreportaż, więc chociaż po części poczułam się, jakbym to i ja uczestniczyła w tym wielkim wydarzeniu.
Śniadanie zjedzone bez marudzenia, strój założony bez protestów i efekt finalny wyglądał tak:
Buty z motylkiem, z tych emocji chciała założyć odwrotnie, ale w końcu się udało!
Szkoda jednak marnować czas w domu! Przecież trzeba iść, iść trzeba! No już!!
Teczka większa od niej, ale przecież Druh Sobieradzik podoła każdemu wyzwaniu. Nawet noszeniu teczki wielkości słonia. No już, już! Jedziemy, jedziemy już. Jedziemy? Tata?
Jedziemy!
A teraz biegieeeeem do szkoły!
No szybciej noooo!!!! Przecież ja już już jestem gotowa!
Jestem, już jestem, ale... Co to?? Zamknięte????
Jak to tak zamknięte? OOOOooooo, popatrz!!!!! Tataaa!!!!
Maya, tutaj nie wolno! Ale jak to nie wolno? Zobacz jak tu fajnie!!
Zaraz potem pani otworzyła bramę a Tajfun ruszył ku nowej przygodzie. Po kilku godzinach pełnych emocji i dobrej zabawy przyszedł czas na powrót do domu.
Nie ma co! To był naprawdę fajny dzień.
Piękne jest to- że Maya w sobotę zapytała:
-Mamoo!!! A dlaczego ja nie idę do szkoły?
Z przekonaniem zatem mogę stwierdzić- akcja WITAJ SZKOŁO zakończona pomyślnie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz