W domu od razu zabrałam się za przeglądanie najbliższych "Si lajfów", i po wspólnym namyśle zdecydowaliśmy się na Birmingham. http://www.sealifeeurope.com/local/index.php?loc=birmingham
Maya w nocy napędziła nam niezłego stracha, gdyż źle spała i kaszlała co chwilę. Jednakże, jakże wcześnie rano, jeszcze chyba przed kurami, nasz Promyczek już wołał, że nie ma księżyca i trzeba wstawać. Komu się chce wstawać w niedzielę, nawet nie "skoro świt"????? MAYI...
Ogólne wstawanie zajęło nam sporo, gdyż z domu wyjechaliśmy około 11... Ale co tam, niedziela, dzień wolny- nie ma się gdzie spieszyć.
Gdy dotarliśmy na miejsce, nasz mały Tuptuś mało nóg nie pogubił, tak się spieszył do libek i ziółwi. Mój sobotni pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Może byliśmy trochę zaskoczeni rozmiarami całego Sea Life, wydawało nam się bowiem, że będzie trochę większe, ale i tak miłe uczucie pojawiło się w naszych sercach jak tylko Tajfun zrobił wielkie oczy z zachwytu i zaczął przebierać nogami z niecierpliwości.
No i zaczęło się, nieartykułowane dźwięki zachwytu, okrzyki radości, głośne nazewnictwo bo przecież OOOO, LIBAAAAA!!!!
Największym zainteresowaniem cieszyły się rekiny i żółwie. Szczególnie te największe!
Jak już obejrzeliśmy wszystkie pływające żyjątka, dotknęliśmy żywej rozgwiazdy i przeżyliśmy niezapomniane chwile w kinie 4D (to nie pomyłka, to naprawdę było 4D), a także pobawiliśmy się w małpim gaju zrobiliśmy się głodni.
Postanowiliśmy zwiedzić kawałek miasta i znaleźć jakieś przyjemne miejsce, gdzie nasze wilcze apetyty mogłyby zostać zaspokojone.Miasto, w którym już kilka razy byliśmy zaskoczyło nas nowymi pięknymi widokami. Spacer, mimo przejmującego zimna był prawdziwą przyjemnością.
Zimno nie przeszkodziło nam nawet pobawić się w berka!
Poprzytulać się na mrozie też jest miło!!
Po wszystkich atrakcjach trafiliśmy do Chińskiej restauracji. Zdjęć niestety nie mamy, bo z głodu człowiek myśli tylko o jedzeniu. Pani kelnerka tak się zakochała w Mayi, że nosiła Ją na rękach! Maya dostała nawet od szefa kuchni zwierzątka lody, chociaż takowych nie zamawialiśmy :)
Niestety, czas wycieczki dobiegł końca, ale przed nami jeszcze niejedna wieeelka przygoda!
Szkoda tylko, że mamy tak mało zdjęć Tatusia. Kolejnym razem postaramy się bardziej!!
Ojjj, to nie mogliscie wpasc do Bristolu?? Poszlibysmy razem!!! :-)
OdpowiedzUsuńNastępnym razem pójdziemy w Bristolu:)
OdpowiedzUsuń