Wszystko zaczęło się od wyprawy do pewnego pięknego, angielskiego miasteczka- Tring. Dziadek naszego Tornada zabrał nas na bardzo miłą wycieczkę, by pokazać nam pływające, mieszkalne barki.
Zanim jednak poszliśmy podziwiać te pływające domki poszliśmy do kawiarni. Tam, oprócz owocowego koktajlu, który zamówili dorośli natknęliśmy się na pięknie wyglądający, pełen pyszności batonik- dla Mayi. Nie próbowałam, jak smakuje ale moja wyobraźnia kulinarna zapamiętała ten pomysł i już zaczęła tworzyć recepturę w głowie. Postanowiłam jednak skorzystać z porad fachowców, gdyż tzw flapjack to jeden z angielskich przysmaków. Znalazłam przepis i... Oczywiście przerobiłam go na swój sposób a efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.
Oto mój przepis, chociaż przyznaję, że sporo zerżnęłam ze strony BBC :)
Flapjack- rozmaitości:
Przygotowanie:
250 gram masła- niesolonego (w Anglii większość jest solona...)
200 gram brązowego cukru (zwykły też się nada, więc spokojnie)
250 gram miodu
400 gram płatków owsianych (najlepiej tych drobniejszych, gdyż te duże trudniej nasiąkają i w efekcie mogą
być twarde)
100-150 gram wspaniałości, czyli : pestki dyni, sezam, pestki słonecznika, siemię lniane, rodzynki, orzechy laskowe, orzechy pistacjowe, morele suszone, figi suszone, wiśnie suszone, śliwki suszone) W zasadzie pełna dowolność- co kto lubi, jednak składniki w różnorodności, w batoniku wyglądają cudnie.
Orzechy można posiekać, jeśli ktoś boi się o zęby. Figi, morele, śliwki- należy pokroić w paseczki albo w kostkę.
Wykonanie:
Masło z cukrem i miodem roztapiamy w garnku lub na dużej patelni. Robi się z tego fajna piana jak zaczyna wrzeć :) Można spróbować zarumienić, ja jednak odpuściłam dłuższe rozgrzewanie i dorzuciłam płatki.
Płatki wymieszać z płynem, porządnie, tak by nie było widać ani jednego suchego miejsca. Poprażyć ze 2 minutki i dorzucić bakalie, również porządnie mieszając. W zależności od gęstości masy można dosypać jeszcze płatków lub bakalii. Trzeba mieć jednak pewność, że wrzucone płatki dadzą radę nasiąknąć- inaczej wyjdą suche wióry. Podprażoną 3-4 minuty masę należy wyłożyć na blachę wyłożoną papierem pergaminowym i wyrównać. W zależności od wielkości blachy nasz flapjack może być gruby lub cienki. Ja robiłam na blaszce 20x30 cm.
Płatki wymieszać z płynem, porządnie, tak by nie było widać ani jednego suchego miejsca. Poprażyć ze 2 minutki i dorzucić bakalie, również porządnie mieszając. W zależności od gęstości masy można dosypać jeszcze płatków lub bakalii. Trzeba mieć jednak pewność, że wrzucone płatki dadzą radę nasiąknąć- inaczej wyjdą suche wióry. Podprażoną 3-4 minuty masę należy wyłożyć na blachę wyłożoną papierem pergaminowym i wyrównać. W zależności od wielkości blachy nasz flapjack może być gruby lub cienki. Ja robiłam na blaszce 20x30 cm.
Dopieszczanie:
Wyłożoną masę można zostawić samą sobie, do stężenia, można też włożyć ją do piekarnika na 15-20 minut i podpiec, w temperaturze 180 stopni C na złoty kolor. Ja piekłam 5 minut bo uznałam że i tak wygląda to pięknie.
Krojenie: Ja kroiłam na batoniki i kostkę masę jeszcze ciepłą, ale myślę że masa zimna, też będzie się ładnie poddawała krojeniu.
Konsumpcja:
Efekt przerósł moje oczekiwania! Flapjack wyszedł tak pyszny, że chciałoby się zjeść wszystko naraz. Jest to spora porcja kalorii więc raczej się powstrzymuję. Jest to świetna przekąska dla mózgu i bardzo dobry sposób na szybką porcję energii i witamin. Piotrek o walorach smakowych mojego wyrobu również wyraził się pochlebnie- bardzo dobry!
A jak Maya zareagowała na flapjacki? Każda Mayi wizyta w kuchni to prośba:
-Flapdzieka ciem, mama, plosie badzio!
No, i jak tu nie dać? No i jak tu nie podjadać jak to takie pyszne!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz