| konwenans (często w l.mn.: konwenanse) ogólnie przyjęte formy i obyczaje towarzyskie. |
A zastanawialiście się nad zachowaniem dzieci jeszcze nie skażonych tymi konwenansami? Te naturalne wybryki od których nieraz nam się skóra na karku jeży lub robimy się czerwoni ze wstydu? Tylko dlaczego?
Dlaczego naturalność jest czymś nieraz hańbiącym albo czymś źle przyjmowanym?
Przypomina mi się bajka o królu: Nowe szaty Króla . Jak tylko dziecko odważyło się powiedzieć: KRÓL JEST NAGI! Jedyna, nieskażona istotka, która nie zdając sobie sprawy z konwenansów, powiedziała prawdę.
Mogłabym tak nawiązać do wielu rzeczy, które dzieci postrzegają inaczej. Także ja zastanawiam się nieraz nad tym dlaczego muszę wykonywać niektóre czynności tak a nie inaczej?
Dlaczego np. muszę udawać że lubię koleżankę z pracy jak akurat jej nie cierpię i najchętniej wbiłabym jej widelec w oko?
Dlaczego nie mogę sobie normalnie beknąć, skoro powietrze nazbierało mi się w żołądku?
Dlaczego muszę mieć modną fryzurę bo inaczej mnie wyśmieją?
To takie przykłady, wyjęte z kapelusza i znalazłoby się ich jeszcze mnóstwo. Odpowiedź na każde z pytań podałabym następującą: nie muszę, ale... Ale jakbym pokazała koleżance z pracy jak jej nie cierpię zaraz ona by mnie też znienawidziła i mogłaby mi nabruździć i atmosfera w pracy byłaby tragiczna. Bekając głośno naraziłabym się na ogólne oburzenie. Z niemodną fryzurą naraziłabym się na krytykę i śmiech innych a co za tym idzie na smutek lub zamknięcie w sobie. Ludzie nie podejmują takiego ryzyka wikłając się w kolejne stresy, konflikty wewnętrzne i tym podobne efekty oddziaływania ogólnie przyjętych zachowań społecznych.
Wczoraj byłam świadkiem przezabawnej scenu w której udział brała Maya.
Biegała jak zwykle po placu zabaw i nagle jej uwagę przykuła grupa chłopców, mniej więcej 5-6 letnich ( a może starszych- nigdy nie byłam dobra w ocenianiu wieku:) ). Chłopcy tarzali się po trawie, szarpali, ganiali i głośno się śmiali. Nagle moja mała Wędrowniczka wyrwała i zaczęła ganiać dookoła nich ze śmiechem. Jeden z chłopaczków wywrócił się więc i Maya położyła się na trawę. Dwoch pozostałych chłopców widząc to zaczęło się śmiać z tego trzeciego więc i Maya śmiała się w niebogłosy. Gdy ci znowu zaczęli się ganiać, Mayka znowu latała dookoła nich roześmiana, tak długo, aż jej uwagę przykuła inna atrakcja. Chłopcy byli bardzo zdziwieni i rozbawieni i dla nich był to obciach. Rozum matki już wyrywał się aby pobiec do Mayi i powiedzieć jej że tak się nie robi (zakorzenione konwenanse... ) serce jednak podpowiadało, że nie warto reagować. Dla niej to naturalne zachowanie i ona nie widzi w tym nic złego i odnajduje w tym zabawę. Nie wie że to niby obciach, wtrącać się do zabawy nieproszonym. Chłopcy, gdyby nie byli już ukształtowani na pewno pobawili by się z Mayą. Wiem to, bo już nieraz widziałam takie "akcje", jak Maya pięknie się bawiła ze starszymi chłopcami lub dziewczynkami.
Wiem, że wszystkiemu winna jest cywilizacja. Pewne zachowania społeczne zostały stworzone żeby żyło się lepiej. Ale czy rzeczywiście żyje się nam lepiej? Czy czasami nie chce się zachować zupełnie inaczej? Naturalnie? Tak jak podpowiada nam ciało i serce?
Właśnie dlatego tak lubię obserwować dzieci. Nie podoba im się, to gryzą lub biją, płaczą, podoba im się, to cieszą się całym sobą, podskakując, turlając się po ziemi, nawet jak jest ubłocona. Chłoną życie całym sobą i nie przejmują się tym, co powiedzą lub pomyślą inni. Powinniśmy brać z nich przykład. Tylko... Czy nie wsadzą nas do wariatkowa albo nie wyalienują nas ze społeczeństwa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz