Mama wczoraj zaczęła mi coś mówić o pierogach. Bardzo je lubię, bo są smaczne i można je jeść. Nawet rękami! Mówiła że zrobimy ruskie. Nie wiem co to znaczy ruskie, ale chyba będą dobre- w końcu to pierogi!
Już zaczęłyśmy robić farsz jak przyszli do nas goście. Było z nimi bardzo fajnie, ale tak szalałam, że jak poszli to ja zaraz poszłam spać. Rano mama powiedziała mi że będziemy robić pierogi ruskie. No wiem przecież, od wczoraj o tym mówi! Okazało się jednak, że farsz zrobiła jak spałam. Trochę nieładnie tak obiecywać a później nie dotrzymywać słowa, jednak jak się okazuje pierogi to nie tylko zrobienie farszu! Zrobiłyśmy z mamusią na stole warsztat do pracy: tak mama powiedziała. A co to jest warsztat? To takie coś gdzie leży mąka, miska z farszem, dzbanuszek z wodą, takie śmieszne kółko z metalu, pusta miska i folia, co się tak fajnie skleja. Umyłyśmy ręce i mama nałożyła mi fartuszek, żebym się nie ubrudziła. Szkoda, bo to tak fajnie jak się jest brudnym, można potem kąpać się! Albo chlapać w umywalce. Stałam na krześle. Super. Nasypałyśmy mąki do miski a potem wlałyśmy wody- jak fajnie, ciepło. Zaczęłam mieszać tą mąkę z wodą i mama mówiła że ze mnie super gospocha. Nie wiem co to jest- ale to chyba znaczy, że coś dobrze robię więc się nie obrażam. Było bardzo dużo zabawy z tym mieszaniem w misce!
Zrobiła się z tej mieszanki wielka kula, miałam kłopot żeby ją podnieść więc mama mi trochę pomogła. Gniotła to ciasto razem ze mną bo ma trochę większe ręce to jej łatwiej. No i robi to już nie pierwszy raz, nie to co ja! Dostałam wałek żeby z ciasta zrobić placek. Ale ciasto takie wielkie, wałek malutki i w dodatku tak fajnie się robi dziurki w tej kuli!!
No i w końcu mama swoim dużym wałkiem rozpłaszczyłą ciasto i tym takim kółkiem powycinała kółka a ja je układałam na folii! Dużo tego było. Mama mówi że siedemdziesiąt cztery, ale nic z tego nie rozumiem! Jak już miałyśmy przygotowane ciasto to wzięłyśmy się za lepienie. Taka praca to trudna jest, ale jaka fajna! I mama jak chwali- chyba jestem dobra kuchareczka! Lepienie zajęło trochę czasu. Ulepiłam jednego pieroga i zachciało mi się biegać. Tyle się nastałam, że chyba mam prawo?
Ja nie wiem, jak mama to robi ale nie został ani kawałek ciasta ani nawet troszkę farszu. Wszystko tak dokładnie wymierzyła. Nie ważyła nic, nawet dała mi wcześniej podjeść i nie zabrakło! Podobał mi się efekt niemal końcowy tego lepienia.
Potem mama troszkę złościła się, bo chciałam jeść te pierogi. Mówiła że surowe. A co to znaczy surowe? Fakt, że ciasto takie gumowe troszkę było. Obiecałam, że poczekam aż się ugotują, ale tak bardzo chciałam spróbować, ze jeszcze kilka razy podchodziłam po cichutku do stołu... Za każdym razem musiałam odkładać pieroga...
W końcu doczekałam się! Rodzice pozwolili mi wybrać czy chcę pierogi z cebulką czy ze śmietaną. Pewnie, że ze śmietaną. Śmietana jest taka dobra! A te pierogi co dostałam! Pyszne. I jak fajnie wyglądały. Inaczej moje a inaczej tatusia. I tatuś miał więcej- bo on duży jest i do pracy idzie.
Jadłam te pierogi ze smakiem. W dodatku przecież sama je robiłam- więc wstyd by było nie zjeść! No tak, mamusia też robiła- ale tylko mi pomagała dzisiaj.
Talerze- mój i taty były puste!
Tata zażyczył sobie dokładkę. Jak tata może to ja też, przecież po pracy człowiek głodny!
Drugą porcję też zjadłam ze smakiem!
Tak się najadłam, że aż musiałam to wybiegać. I wybiegałam! W parku. W parku fajnie jest, bo można ganiać się nie tylko z mamą i tatusiem. Można się też ganiać z wiewiórkami i gołębiami. Można też udawać dinozaura! O, i w parku można znaleźć wiele skarbów, jak na przykład patyczki! Piękne one są!
To był fajny dzień, i słoneczko ładnie świeciło, i po trawie się turlałam, nazbierałam skarbów no i oczywiście zrobiłam i zjadłam obiad!



Wow! Jakie pierogi! Toż to arcydzieła!! Jak się robi takie fajne plecione, a nie posklejane??? Czy to jakiś patent Mai? :-) Pięknie to wygląda :-)
OdpowiedzUsuń