Czasami choćby nie wiem jak się człowiek starał- po prostu się nie da.
Staje się na rzęsach, czołga pod dywanem albo leci na miotle- klops! Spóźnienie albo niezdążenie...
Nie cierpię się spóźniać a jeszcze bardziej nie cierpię spóźnialskich. Nie cierpię nie zdążyć!
Zastanawiałam się kiedyś- dlaczego tak bardzo irytuje mnie jak ktoś się spóźnia.
I po paru latach przyszła do mnie odpowiedź:
Czekanie stresuje.
Nie jest ważne czy to kolejka, oczekiwanie na przesyłkę, gościa lub wydarzenie. Emocje dają znać o sobie w każdym z tych przypadków.
Oczekujesz czegoś- a jak długo musisz na to czekać- stan gotowości daje ci się we znaki a także wywiera jakiś taki ucisk na psychikę.
Tylko po co to komu potrzebne ja się pytam? Ten stres? Czy warto z powodu takiej pierdoły tracić nerwy? Zjadać paznokcie albo kląć pod nosem?
Nie. Nie warto. Spróbuj to jednak wytłumaczyć swojej mózgownicy! Lata ćwiczeń a ja wciąż się irytuję w takich sytuacjach.
Gdyby tak dało się użyć jakiegoś czasozmieniacza... Wtedy i wilk byłby syty i owca cała...
Chociaż, może lepiej nie igrać z czasem???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz